12 LIPCA !

Zaraz przylatuje Saszka…szczerze – nie mogę się już doczekać:) BĘdzie z kim porozmawiać, pograć w karty, nardy. Dobrze zjeść i wypić.
Na lądowisko przychodzą tez moi znajomi: Sasza, Zulus, Doni i ich klient – Francuz. Zabiorą się z powrotem helikopterem.
Daje aparat dla Doniego, żeby sfilmował jak „posadzę” helikopter. Ależ podniecenie. Znalazłem miejsce, przygotowałem i oznakowałem lądowisko(jak to na filmach, wielki okrąg a w środku duża litera H ułożone z kamieni a następnie pomalowane wszystko czerwonym SPRAYem)

Leci…leci..helikopter…ale jazda:) Doni filmuje…staje na początku lodowisko i macham rękoma, jakbym wzywał pomocy…
helikopter jeszcze daleko – ale widać, ze piloci mnie zauważyli
bo momentalnie zmienili trajektorie lotu…leciał z mojej lewej strony, zrobił male kolko i teraz leci wprost na mnie…
macham rękoma żeby leciał jeszcze do przodu w moja stronę…macham …..macham…gdy jest już na dobrej wysokości -
macham rękoma w dol żeby „siadał” i siada…
Podmuch od śmigieł jest tak wielki, ze mnie zdmuchuje…przewracam się by chwile wstać i dalej pokazuje czy w prawo czy w lewo…
helikopter wylądował dokładnie w tym miejscu, którym przygotowałem:)
Co za przeżycie:)
Pomimo tego ze helikopter wylądował piloci jeszcze mnie zmniejszyli obrotów silnika, bo po chwili wysiada jakiś żołnierz
i sprawdza czy maszyna stoi solidnie…gdy okazuje się ze wszystko jest OK pokazuje dwa kciuki dla pilota i ten po chwili wyłącza silniki..
wysiada Sasza…ale radość;) rzucamy się sobie w ramiona dosłownie tak…potem wysiadają kolejno jacyś żołnierze, piloci i obsługa naszej bazy Dyma(elektryk), wasil (kucharz), German(pomoc kucharza) i 4 pomocników, kt. za 4 dni wracają:
Artur, Andriej, Tosza i Daniel. Wszyscy uśmiechnięci i zadowoleni:). Piloci otwierają tył helikoptera i zaczynamy wypakowywanie ponad 2 ton sprzętu, jedzenia i innych rzeczy.

Po rozładowaniu , wszyscy kładziemy się na tym co wylądowaliśmy, żeby w czasie startu helikoptera podmuch od śmigieł nie zdmuchnął czegoś do szczelin, których jest wkoło cala masa.
Helikopter startuje i odlatuje a my idziemy szukać w miarę równego miejsca na lodowcu/morenie do rozbicia bazy na kolejne 1,5 miesiąca.
Tego dnia rozbijamy kilka namiotów: 2 magazyny, 4 namioty dla klientów(w kt. i ja śpię) i 2 namioty: naczelnika i kucharza
Rozbicie namiotów polega na przyniesieniu ciężkich drewnianych podłóg ze zbitych desek ze starego obozu oddalonego o 200 metrów, wyrównaniu podłoża(ułożeniu kamieni) a dopiero potem standardowego rozbicia namiotu.
Jeden namiot to co najmniej 1-1,5 godziny. Nie do pomyślenia na „ladzie”, ale tutaj to praktycznie wyczyn.

10 LIPCA !

Budzą mnie pierwsze promienie słońca o godzinie 6 rano. Szybko zwijam namiot, pakuje się i ruszam w drogę.
Po niecałej godzinie marszu jestem w obozie Dymy Grekowa – Ak-Sai Travel. Jest godz 7.30 cały obóz jeszcze śpi – jedynie kucharki już szykują śniadanie.
Proszę i dostaje gorącej herbaty z dużą ilością cukru:) Alez smak – od ponad 10 dni nie widziałem cukru:) Co za smak..niebo w gębie…
Pije i lecę do „swojego” obozu w stronę Chana, tzn. na pozostałości, z których wybudujemy w tym roku nowy obóz.
Rozbijam namiot na „podłogach” i delektuje się piękna pogoda. Wieczorem idę do Aksajowcow co by nie siedzieć samemu.
Turystów ani alpinistów jeszcze nie ma. Jedynie Naczelnik Dyma, Kucharka – Elena i Ola, dwóch pomocników: Timur i Siergiej oraz parę osób, które rozwiesza poręczówki na Chanie i PObiedzie.
IMG_0545

IMG_0550

IMG_0556

9 LIPCA !

Budzik na 5.15. Czemu nigdy nie mogę wstać punktualnie..??przeciągam drzemki co 5 minut aż do 6 rano.
Dzisiaj do przejścia 28 kilometrów do obozu na lodowcu Inlychek. Będzie ciężko bo odcinek trudny technicznie i orientacyjnie.
No i nie idę na lekko tylko z diabelskimi 25kilogramami na plecach.
Pije herbatę, robię dwu porcjowego liofila tak by starczyl na cały dzień wędrówki.
Zegnam się jeszcze z Saszka, Zulusem, Donim i wychodze o 7 rano.
Pogoda idealna – słonce grzeje dzięki czemu jest super widoczność.
Wielokrotnie gubię drogę, tzn nie znajduje ani ścieżki ani kopczyków przez co „dorabiam” jeszcze 2 kilometry.
O godzinie 21, gdy jest już praktycznie ciemno jeszcze nie jestem na miejscu.
Wiem ze już niedaleko bo GPS pokazuje, ze przeszedłem 27 km,
ale najzwyczajniej w świecie nie dam rady iść. Jestem wykończony.
Przez nieuwagę (wynikającą ze zmęczenia) lamie jeszcze okulary lodowcowe.
Odwodniony i głodny szybko rozstawiam namiot na lodowcu i spać. Jestem wycieńczony…IMG_0529

IMG_0531

8 LIPCA !

Po 2 godzinach docieram nam Polane Marcbacherowa.
Znowu nie poznaje swojego organizmu…chodzi tak idealnie, ze aż niewiarygodne.
Nie wiem o co chodzi…w ogóle nie czuje wysokości…mam wilczy apetyt…jakby organizm miał „efekt pamieć”. Pulsoksymetr pokazuje saturacje(nasycenie krwie tlenem) na poziomie 92%.
Polana Marcbacherowa lub Polana Glacjologow to ostatnie miejsce żeby wygrzać się na zielonej trawce…dalej jest już tylko szaro, biało i zimno…Robię pranie – rzeczy momentalnie wysychają i oddaje się rozmowom z poznanymi wcześniej
Sasza, Zulusem i Donim…Nigdy się nie uczyłem rosyjskiego w szkole…ale po trzech wyprawach na wschód rozumiem praktycznie wszystko coś się do mnie mówi,
a dodatkowo jestem w stanie rozmawiać tak by się dogadać…dużo dzięki temu zyskuje bo traktuje mnie jak „swego”
Wieczorem przylatuje helikopter, z którego pomagam wypakować rzeczy.IMG_0453

IMG_0474

7 LIPCA !

budzik 6 rano. pakowanie, jedzenie. 6.40 przyjeżdża Ahim. Pakuje plecak na konia i w drogę.Czuje się rewelacyjnie, wiec utrzymanie tempa marszu w tempie konia na poziomie 7-8 km na godzinę nie jest problemem.
Nie poznaje swojego organizmu. Moze dlatego ze od początku wyjazdu „faszeruje” go witaminami:
magnezem, żelazem, witamina: A,B,C,E, selenem, cynkiem, wapnem i czymś tam jeszcze..
Albo to efekt placebo, albo naprawdę to pomaga bo zasuwam jak motorek…
o 10 docieramy do czoła lodowca. Rozliczamy się i każdy idzie w swoja strone.
Tego dnia docieram jedynie do Polany Glinianej, która jest 8 kilometrów przed Polana Glacjologow.
Pewne rzeczy zaczynają wychodzić i jestem zmuszony do noclegu, w miejscu, w którym tego nie planowałem.
Nie ma jednak takiego złego…..bo na tej Polanie stoją jeszcze 3 inne namioty: przewodnika , dwóch porterow i Francuza, który ich wynajął…
Zapoznaje się z 3 pierwszymi: Sasza, Domletem (Zulusem) i Donim.
Pada deszcz, wiec szybko rozbijam namiot i spać…by rano wstać i dotrzeć na druga polane.
IMG_0366

IMG_0404

IMG_0406

IMG_0439

IMG_0451

6 LIPCA !

do godziny 12stej pada, wiec wychodzenie z namiotu nie ma racji bytu..śpię do 12stej.
Potem trochę się przejaśnia i idę zapytać Kirgiza za ile „podwiózłby” do czoła lodowca.
Tzn nie tyle mnie, ile mój plecak a „przewiózł” tylko przez rzeki.
Mówi, żebym powiedział ile..:)ja odpowiadam , ze ja wiem ile dam, ale chce zobaczyc jakim on jest człowiekiem:)
Rzuca ASTRONOMICZNA kwotę 2000 Somow. Jest dość zabawnie, bo ja proponuje tyle ile wziął ode mnie Kirgiz w 2010 roku, czyli 500 somow…
Targowanie kończy się na 600 somach, bo prosi żeby starczyło choć na dwie butelki wódki. Powiedział to w taki sposób, ze od razu zmiękłem i przystałem na jego kwotę.

Zanim jednak wychodzę z jego wagonu prosi o zaliczkę 300 somow, by syn mógł pojechać do bazy myśliwych i kupić pierwsza butelkę…
którą potem razem rozpijamy…ach ten wschód…
Ma przyjechać jutro o godzinie 7 rano. Mam male obawy czy przyjedzie na tym koniu, ale wątpię żeby przepuścił okazje zarobienia kolejnych 300 somow na kolejna butelkę… w końcu i tak prawie cały dzień nic nie robię…
IMG_0296

IMG_0310

IMG_0347

IMG_0354

IMG_0364

5 LIPCA !

Marszrutka przyjeżdża do Karakol o 2 nocy. Ciemno tak ze nie wiadomo w którą stronę iść. Pytam pierwszej lepszej osoby, którędy na ulice Toktogula. Mieści się na niej firma YURT CAMP/TURKESTAN TRAVEL która wyrobiła mi pozwolenie
na poruszanie się w strefie przygranicznej, czyli tak naprawdę na zdobywanie moich ukochanych Gór…
Jakaś Pani mówi, ze trzeba iść prosto i na światłach skręcić w prawo.
Jest tak ciemno, chłodno i późno, ze jedyne o czym marze to żeby pójść spać. Akurat po lewej stronie drogi ‚pojawia się’ szkielet niedokończonego , czteropiętrowego bloku mieszkalnego.
Czym prędzej w jego stronę – wyciągam thermaresta, ubieram się cieplej i spać:)..bez śpiwora…w nocy jest tak zimno ze nakładam jeszcze kominiarkę. Pierwsza taka chłodna noc na wyprawie, ale w końcu to Karakol i wysokość 1600 m n.p.m
Zimno i szczekające cala noc bezpańskie psy nie pozwalają pospać za długo,wiec już o 6.30 melduje się u Siergieja, który wydaje niezbędne papiery.
Pozostaje kwestia transportu do Mayda Adyr. Siergiej rzuca kwotę ponad 155 $(ponad 500 zl), co za 328 kilometrów(w jedna jest 164 KM
IMG_0253

IMG_0233

IMG_0221

IMG_0189
jest kwota astronomiczna.
Benzyna w Kirgistanie kosztuje prawie 3 razy mniej jak u nas. Litr benzyny to 30 Somow, czyli jakieś 2,15 zl. Licząc na chłopski rozum, niech samochód spali te 70 litrów, przy założeniu ze pali nawet 20l/100 km, to kosz przejazdu wynosi realne 140 zl. Niestety cena do Mayda Adyr w całym Karakol jest stałą i znalezienie kogoś, który pojedzie za mniej jest praktycznie nierealne.
Chodzę po głównej ulicy w Karakol i pytam każdego kierowcy jeżdżącego jakimkolwiek samochodem terenowym za ile podwiózłby do Mayda Adyr.
Każdy bez wyjątku łapie za telefon, gdzieś tam dzwoni a na koniec podaje cenę 150$.
Idę jeszcze do Khan Tour Tengri, czyli do Tatiany na ulice Lenina,która ma swoja baze myśliwych w Atdzajloo. Gdy przyszło załamanie pogody w Tien Shanie w 2010 przez ponad 5 dni gościła mnie w swoim ośrodku dla myśliwych.
Niestety okazało się, ze Tatiana pojechała wczoraj zaraz po obiedzie. Spóźniłem się…
No trudno…idę jeszcze w jedno miejsce by ostatecznie trafić na „dworzec” i pytam taksówkarzy, który pojedzie za 6000 Somow(123$).
Znalazł się jeden taki zakręcony, któremu musiałem tłumaczyć, ze potrzebny jest samochód terenowy….ale ten za wszelka cenę chciał mi pomoc i kazał wsiadać do taksówki..
Najpierw wiezie do jednego znajomego – ten chce 8000 somow, gdy mowie ze drogo to wiezie mnie to innego, który rzuca kwotę 180 EURO.
No trudno…dziękuję mu a jeszcze na koniec wymieniamy się numerami telefonów komórkowych… Marat..bo tak się nazywał ten taksiarz, dzwoni za 25 minut od naszego rozstania i pytania czy Toyota Estima 4WD pojedzie? Mowie, ze nie wiem, ale za 6000 somow mogę jechać..mi tam ryba…i tak za 5 minut zjawia się Marat ze swoim kolega z którym jedziemy do jego domu… W końcu trzeba się przygotować do wyprawy w Góry. Poznaje oczywiście cala rodzinę, podczas gdy Timur pakuje wędkę, strzelbę, jedzenie, śpiwór, ubranie…a na koniec dochodzi jeszcze zona i 15 miesięczne dziecko:)
I w takim oto składzie jedziemy do Mayda Adyr… Póki jest asfalt Toyotka sobie radzi, ale w momencie gdy się kończy wychodzę z samochodu i wybieram co większe kamienie, które mogłyby uszkodzić misę olejowa…
Gdy TImur zauważył świstaka, zatrzymuje się, każe mi podać z bagażnika strzelbę, która raz dwa skręca i nabija by po chwili oddać strzał z samochodu. W kabinie dym, jakby coś się paliło.
Wychodzi z samochodu, wdrapuje się na górkę i za chwile w reku trzyma martwego zwierzaka…tak to się karmi rodzinę w Kirgistanie:)
Po 5 godzinach(to tylko 164 kilometry) samochód zatrzymuje się 200 metrów przed baza wojskowa, bo dalej nie pojedzie.
Szybkie wypakowywanie, odprawa u naczelnika bazy(sprawdza pozwolenie) i spacer to bazy Tien Shan Travel by zostawić dla Saszy moja torbę z jedzeniem i sprzętem, kt. nie będzie potrzebne w czasie trekkingu do bazy pod Chanem i Pobieda.
Dzwonie jeszcze do Saszy czy na pewno mogę zostawić trochę rzeczy – bo będzie tego z 15 kilogramów, myślę ze warto wydać 30 euro, by choć trochę zaoszczędzić swój kręgosłup (bagaż kosztuje 2 Euro/kilogram).
Sasza do mnie żebym zostawał w bazie to polecimy razem:)
Jeszcze nie wiem, ze wszystko będę miał za darmo!! cały full pakiet mam za friko!!(namiot, bania, jedzenie, krótkofalówkę – dosłownie wszystko co może zaoferować firma)ale o tym później:) z Mayda Adyr do wagonu w Atjalo sa 22 kilometry(tak pokazał GPS). Jest godzina 17.30, a ciemno się robi o 21….wiec czym prędzej plecak na plecy i w nogi:)
Mija ponad godzina(udało się przejść z 7 kilometrów – kosmiczne tempo z 25 kilowym plecakiem), gdy krzyczy Kirgiz i zaprasza na czaj…
Odpowiadam ze nie mam czasu bo chce zdążyć przed zmrokiem do Atdzajlo…a on , ze jest u niego kolega kt. zaraz będzie tam jechał i mnie podwiezie…to się nazywa szczęście:)
Jest jedno ale – kierowca leży całkowicie pijany – zasnął pod stołem! Gospodarz zapewne ze o 21 wstanie i pojedzie do Atdzajlo:)…ee..;przygoda to przygoda, wiec całkowicie się jej oddaje…dostaje czaj, ogórki i plow do jedzenia…bylem tak głodny ze zjadłem tyle ile mogłem:)
godzina 21…- faktycznie – kierowca wstaje i idziemy do samochodu …odpala i jedziemy – przejazd jego NIVA zapamiętam go końca życia, bo ludzie płacą gruba kasę by przejechać samochodem terenowym jakiś odcinek offroadowy – a tutaj…nie da się tego opisać…
niesamowite przeżycie…offroad taki, ze nie wiedziałem czego się trzymać…po godzinie jestem w Atjalo…rozbijam namiot i spać.

Bagaż jest – kasy nie będzie

Udalo sie wybrac spacerkiem, na drugi koniec Biszkeku do sklepu sportowego. Chcialem sie zorientowac w cenach sprzetu.
Byl plan, ze jak do jutra nie odzyskam plecaka to wymienie walute na SOMy i dokonam ewentualnych zakupow. Niedaleko znajdowala sie siedziba Pegasus Airlines, wiec postanowilismy tam zajsc:)….
Wchodzimy – a tam lezy na ziemi moje 20 kilogramow:) Ze strony firmy natychmiastowe tlumaczenie ze dopiero plecak zostal przywieziony, a nie mogli go namierzyc bo gosc na lotniksku we Lwowie popelnil blad. Na naklejce nadawczej nie bylo nigdzie mojego imienia i nazwiska ani numeru bagazu…Jestem pewny, ze gdybysmy nie zaszli osobiscie to czekalibym do jutra rana. Bagaz chciano nam wydac, ale nie chciano nam go odwiezc(co jest ich obowiazkiem, jezeli blad lezal po stronie lini lotniczej) .

Dopiero po telefonie naszego ANIOLA STROZA – P. Ajgul, ktora wrecz kazala nas odwiezc postanowili to zorbic:) DZIEKUJEMY P. AJGUL!!!!:)

Niestety z jakiegos tam powodu- nie bedzie zadnego odszkodowania:( Popelnilem tez blad, ze wzialem ubezpieczenie dopiero od 4 lipca. Nie przewidzialem sytuacji kt. miala miejsce. Gdybym o tym pomyslal to  moglbym sobie zrobic zakupy do kwoty 500 zl na niezbedne przedmioty. Jednak , gdy ubezpieczenie kosztuje prawie 900 zl szuka sie oszczednosci gdzie to tyko mozliwe. Co tu duzo pisac…podroze ksztalca:) Duzo sie nauczylem:)

Moim bledem bylo tez to- ze nie oznakowalem bagazu na swoj sposob – czyli typowej zawieszki z moimi danymi. Myslalem o tym na lotnisku we Lwowie, ale wmowilem sobie, ze to niemozliwe, zeby zagubiono moj bagaz;/

W kazdym badz razie – teraz wielkie pakowanie i za 3-4 godziny wypad na DWORZEC ZACHODNI. Lapiemy nocna marszrutke do Karakol… Jutro Karakol i Atjalo…bedzie zacier..:)

Podsumowujac – nauka na przyszlosc, czyli czego ja nie zrobilem.:
1)wykupic jakiekolwiek ubezpieczenie, kt. przewiduje zagubienie bagazu
2)Bardzo dobrze oznakowac bagaz
3)dopilnowac przy odprawie, czy bagaz zostal dobrze oznaczony

Zaszufladkowano do kategorii BLOG

wykop i AMA o Dunaju

logo_wykop_1000

Calkiem niedawno dzwoni do mnie moja Beata i mowi, ze ktos szuka mojej osoby na wykop.pl (co to jest??:)

Przeczytalem i calkiem milo sie zrobilo, bo nie wiedzialem, ze taka wyprawa moze miec jakikolwiek wplyw na inne osoby.

Tak jak to wyprawa Klona na Kaukaz – na mnie. Bardzo sympatycznie:) zapraszam do poczytania (komentarze juz mnie konkretne-ale jak to komentarze – rozne jak ludzie:)

http://www.wykop.pl/ramka/1438269/ama-request-pawel-dunaj-ktokolwiek-slyszal-ktokolwiek-wie/

 

 

Zaszufladkowano do kategorii BLOG