Biszkek

udalo sie! jestesmy z arturem w biszkeku. niestety nie jedziemy dalej. nie mozemy jechac dalej – do karakol. po opoznionym locie ze lwowa do stambulu nie zdazono przelozyc naszych bagazy i jestesmy uziemieni. bagaze zostaly w stambule przez co musimy czekac przynajmniej 24h a nawet 48 h.ale od poczatku…w tym wazne informacje
dojazd ze znajomym do wawy, o 2.10 w nocy pociag do przemysla(o dziwo przyjechal punktualnie na 9.42)
Nastepnie busik do Medyki(2 zl). Ukraincy juz tradycyjnie przetrzepali dokladnie -wiec cyrk pakowania na oczach wszystkich niesamowity:)
Z medyki mial byc busik za 25hrywien a wyszla za te same pieniadze taxowka benzynowozem(czyt. VW passatem ze 100 litrowym bakiem:)PO lwowie pojezdzilismy autobusem komunikacji miejskiej za 2 UAH(czyli 80 groszy:) i tak dostalismy sie na lotnisko z ktorego mielismy ponad 1,5 godzinne opoznienie. W stambule zasuw na pelnych obrotach by zdazyc na samolot. Niestety nasze bagaze nie zdazyly :) No i tak to z przygodami dotarlismy do Biszkeku.

P.S. Najlepsze jest to ze artur by odciazyc i zmniejszyc bagaz nadawany do podrecznego wzial jedynie kombinezon puchowy i millety everesty na minus 50stopni. No i maly reczniczek…to sie nazywa pech:/

nie ma jednak takiego zlego….bo dzieki temu odpoczywamy po podrozy w hostelu w centrum stolicy….
Dzwonil tez Sasza, kierownik bazy Tien Shan Travel i przyjedzie ot tak sobie porozmawiac…mam obawy ze i dzisiejsza noc bedzie nieprzespana a jutro bolaca glowa da o sobie znac…Jednak wschod rzadzi sie swoimi prawam:)