kolejne 24h w Biszkeku

Bagaz Artura juz sie znalazl, ale po moim slad zagina. Byla jeszcze nadzieja, ze sie znajdzie, poniewaz byl jeden niezidentyfikowany,na ktorym byly starte numery lotu i bagazu, ale ostatecznie okazalo, ze to nie jest moj.

Zadzwonilismy do prawdziwego Aniola Stroza – P. Ajgul z konsulatu, nie-kobieta tylko prawdziwy Aniol. Poznalismy sie wczoraj po tym gdy X. Jozef z Kazchstanu powiedzial(wrecz nalegal – dziekuje:), zeby koniecznie przejsc sie na „herbate” do Ajgul by sie zapoznac:) Slow brakuje by opisac okazana nam pomoc, ale dzieki niej mamy gdzie spac, bylismy w ONZ(!) na rozmowie odnosnie przekroczenia granicy z Tadzykistanem w kolejnej fazie wyprawy, pokazala zabunkrowane w chaszczach „studio kartograficzne” dzieki czemu udalo sie kupic swietne mapy a do tego nie musimy jezdzic po bagaze tylko zostana nam przywiezione(o ile moj sie znajdzie) a do tego mozliwe ze jeszcze uda sie dostac pieniadze za nocleg i wyzywienie:) Dla mnie BOMBA!:)

W hostelu dalej ekipa podroznikow, globtroterow, alpinistow, wspinaczy – nie ma mowy o nudzie….tylko rozmawiamy i rozmawiamy:)

40 stopni w cieniu nie zacheca do wyjscia na zewnatrz, wiec poki co odsypiam dwie ostatnie noce:)