O WYPRAWIE

Decyzje co do przebiegu wyprawy ulegają ciągłym zmianom i zarysowany plan wyjazdu jest tylko zarysem, pomysłem, który się albo powiedzie albo nie. Przedstawiam jednak wersję maksymalną do realizacji której będę dążył i gdyby się powiodło uznam to za wielki sukces, a jeżeli nie – trudno. Jadę za swoje, więc niczego nikomu nie muszę udowadniać. Wyprawę organizuję własnym sumptem po to, by cieszyć się magią gór bez balastu zobowiązań.

Założenia w porządku chronologicznym:

1)Zdobyć  po raz drugi Chan Tengri (7010 m n.p.m.) oraz Pik Pobiedy (7439 m n.p.m.)

2)Zrobić pierwszy polski trekking, czyli przejść na własnych nogach  z Dżirgital do bazy na lodowcu Moskwina.

3)Zdobyć Pik Korzeniowskiej  (7105 m n.p.m.)

4)Zdobyć Pik Kommunizma (7495 m n.p.m.) by „uzyskać” tytuł Śnieżnej Pantery.

5)Zdobyć 5×7000 m n.p.m. byłego ZSRR w ciągu jednego sezonu, czyli zdobyć również Piku Lenina (7134 m n.p.m.)

6)Dokonać tego w czasie krótszym niż 42 dni.

Sam fakt, że miała to być kolejna samotna wyprawa motocyklowa a wyszła „samolotowa” najlepiej potwierdza powiedzenie, ze planowanie to czas stracony.

Jednak przechodząc do rzeczy. Bilet na samolot mam wykupiony na 1 lipca. Wylot ze Lwowa oznacza, że najpierw dotrę na granicę z Ukrainą, skąd dojadę na lotnisko i polecę do Biszkeku. Będzie to początek kolejnych 69 wspaniałych dni mojego górskiego życia.

Po wylądowaniu dostanę się na dworzec, skąd planuję „złapać” marszrutkę do Karakol. Dalej, jeśli sie uda „złapię stopa”, jeśli nie to wynajmę jeepa, by dowiózł mnie do bazy wojskowej w Mayda Adyr . Jest to baza wojskowa, z której lata helikopter do bazy na lodowcu Inlychek. Po cichu liczę nawet na to, że dojadę 20 kilometrów dalej, aż do Atjalo. Jest to ostatnie miejsce, gdzie na stałe mieszka w taborze kolejowym rodzina Kirgizów. Stąd czeka mnie trzydniowy marsz z całym ekwipunkiem. Przy szybkim tempie dotrę na miejsce nawet w dwa dni  tak jak się udało na mojej wcześniejszej wyprawie w 2010 roku.

Po dotarciu do bazy, rozpocznę akcję górską od zdobycia aklimatyzacji na Chan Tengri (7010 m n.p.m.). Po przeanalizowaniu sytuacji na którą złożą się: samopoczucie, siły, morale, zasoby jedzenia, pogoda  podejmę decyzję o ataku na wyżej wymienioną górę, tak aby nie zamknąć furtki do zdobycia 5×7000 m n.p.m. byłego ZSRR w jeden sezon. Następnie czeka mnie przejście na górę, która jest głównym celem mojej wyprawy – zdobycie Piku Pobiedy (7495 m n.p.m.). Styl taki umożliwi ograniczenie do minimum przekraczania niebezpiecznego lodowego seraka pomiędzy pierwszym i drugim obozem. Czy uda się? Nie wiem! Jeżeli nie, to będę próbował zdobyć szczyt, aż do skutku, a pomoże mi w tym (mam nadzieję) znajomość z kierownikiem bazy, który umożliwi mi przeczekanie do końca sezonu. Inaczej nie wyobrażam sobie w przyszłości nawet wyjazdu w Himalaje czy Karakorum. Traktuję tę górę jako swego rodzaju przepustkę do zdobywania gór najwyższych. Może wydawać się to dziwne, ale gdy zaczynałem przygodę z górami, przyświecała mi już myśl, że będę je zdobywał w sposób sukcesywny, czyli „przeskoki” na kolejne góry nie większe jak 1000 metrów. Po dziś dzień żyję co znaczy, że filozofia się sprawdza i nie będę jej zmieniał.
Po zdobyciu dwóch najwyższych szczytów Tien-Shanu udam się w Pamir. Do Biszkeku dostanę się w taki sam jak dotarłem do bazy na lodowcu, lecz w odwrotnej kolejności(czyli szybki przemarsz do Atjalo i Mayda Adyr, potem „stop” do Karakol, następnie kolejny „stop” lub marszrutka).  Ze stolicy Kirgizji do granicy z Tadżykistanem dostanę się marszrutką przez Osh i Sary Tash. W ostatnim etapie podróży mogą dziać się rzeczy niezrozumiałe dla „westmana” związane z próbą mniej lub bardziej legalnego przekroczenia granicy kirgisko-tadżyckiej na przejściu w Karamyk. W kraju, gdzie więcej zależy od zasobności portfela niż prawa, które zakazuje przekraczania granicy w tym akurat miejscu przez obcokrajowców. Nieprzepuszczenie przez granicę będzie wiązało się ze stratą 4-5 dni potrzebnych do pokonania okrężnej drogi liczącej ponad 1000 kilometrów. Gdyby jednak mnie nie przepuszczono to najprościej i najszybciej byłoby pojechać na Pik Lenina, który jest tuż obok, lecz bynajmniej nie jest on priorytetem, a jest nim trekking na lodowiec Moskwina i zdobycie Piku Korzeniowskiej (7105 m n.p.m.)oraz Piku Kommunizma (7495 m n.p.m.).

Zakładam jednak, że się uda wjechać do Tadżykistanu i tym samym dostać do Dżirgital. Jak nie samochodem to piechotą (to tylko 40 kilometrów od granicy).

Z Dżirgital przemarsz – Dokładnie TAK! skoro przyleciałem z Polski samolotem to na lodowiec Moskwina nie chciałbym lecieć helikopterem, który de facto kosztuje więcej jak cała moja wyprawa(!). Nie ukrywam, że po zdobyciu Piku Pobiedy będzie to największe przeżycie i osiągnięcie. Czy sie w ogóle uda? Nie wiem! Do tej pory żaden Polak się nie odważył, a przynajmniej żaden tego nie opisał, co może oznaczać, że będę pierwszy. Jeżeli się mylę, to mam nadzieje, że nasz „łazik” się ujawni i mnie poprawi a przy okazji podzieli  wskazówkami z cennymi uwagami. Gdy dotrę do bazy na lodowcu Moskiwna, to planuję szybkie ataki na Pik Korzeniowskiej i Pik Kommunizma w stylu alpejskim. Jak się uda to zostanę kolejnym Polakiem z tytułem Śnieżnej Pantery. W zależności od czasu, który to dzień sierpnia będzie albo powtórzę przemarsz do Dżirgital bądź będę prosić o możliwość kupna jednego miejsca w helikopterze, tak by zdążyć również zaatakować Pik Lenina przed końcem sezonu. Byłaby to wisienka na torcie mojej wyprawy, ponieważ zdobycie wszystkich siedmiotysięczników byłego ZSRR nie udało się do tej pory nikomu z Polaków.

Dalszy ciąg planu to szybki powrót do domu celem przygotowania się do kolejnej wyprawy, tym razem zimowej w Karakorum – na Nange Parbat z Markiem i Tomkiem.
Prawda że śmiały plan? Można się z niego pośmiać, w końcu to plan „wariata z Białegostoku”, który już dwa razy próbował złapać  „Śnieżnego Leoparda” w jeden sezon  – raz na rowerze i raz na motorze…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>