ŚMIERĆ

Przed każdą wyprawą pisze swoje przemyślenia na temat ŚMIERCI tej w górach. Co by było gdyby coś poszło nie tak, wydarzyło stało sie niezaplanowanego. Po części pisałem z ciekawości by widzieć jak zmienia się moje spojrzenie na nią wraz z wiekiem, z drugiej zaś strony ma to być „informacja” dla rodziny na wypadek gdybym zginął. Chciałbym, aby nie przypisywali sobie winy że nie starali się wystarczająco odciągnąć mnie od wyjazdu.

Do tej pory nigdy tego typu rozważań nie publikowałem, aby wyprawa nie kojarzyła się z najgorszym.

Oczywiście wyjeżdżając w góry nie myślę, że jadę na pewną śmierć, co gros ludzi czyni: stawiając znak równości pomiędzy wyrazami GÓRY i ŚMIERĆ. Niestety w moim środowisku, w moim rodzinnym domu śmierć w górach to temat tabu. Tzn. nie rozmawia się o tym co by było gdybym jednak zginął. Akurat wiadomość o mojej kolejnej wyprawie zbiegła się z wydarzeniami na Broad Peaku. Informacja, że będzie  to kolejna SAMOTNA wyprawa została odebrana przez rodzinę jako skrajnie nieodpowiedzialna decyzja. Właśnie sytuacja na Broad Peaku i komentarze wielu ludzi na temat śmierci „na życzenie” wręcz nakazuje mi przedstawić mój punkt widzenia na tę sprawę. Nie ma co ukrywać co ludzie wypisują wokół śmierci wspinacza. Można to skwitować jednym słowem jako nagonka na jego osobę, np.: „Egoista„, „jak on może zostawiać rodzinę„, „Zginął na własne życzenie„, „rodzina go nie kochała i od niej ucieka„,  „czemu rodzina nie odciągnęła go od pomysłu„, „niespełna rozumu„, „nie szanował życia” „nie miał doświadczenia„, „ma to na co zasłuży„, „Sam tego chciał” „czego się tam pchał„.

Im człowiek starszy tym inaczej postrzega świat i bardziej rozumie co się dzieje wkoło.

By odpowiedzieć na te komentarze chyba najprościej będzie wytłumaczyć moje podejście do Gór, które według wielu kojarzą sie wyłącznie ze śmiercią.

„Egoista

-Nie do końca to prawda, ale z boku tak to może wyglądać. Myślę cały czas o rodzinie, ale cóż począć jeżeli góry są jak narkotyk? Uzależniają! Pójść na odwyk? I co wtedy? Po „udanym leczeniu” siedzieć w domu? chodzić z kąta w kąt? Wszystko co do tej pory robiłem było robione pod kątem wyjazdów w Góry. Wakacje, długie weekendy? – oczywiście wyjazd w Góry. Oszczędności? – na lepszy sprzęt górski. Studia? – Informatyka – by móc pracować nawet na wyjazdach. Nie potrafię inaczej. Rodzina, przyjaciele mogliby się zbuntować i postawić ultimatum, ale czy wtedy oni nie byliby EGOISTAMI? Staram się nikomu nie robić krzywdy, jeżeli jednak każda wyprawa to nerwy i niepokój dla najbliższych wyłącznie z mojego powodu – no to w takim razie jestem 100% EGOISTĄ, bo nie potrafię zrezygnować z wypraw, z Gór(!)    jak on może zostawiać rodzinę

Wyjeżdżając na wyprawę starałem się raczej stawiać rodzinę przed faktem dokonanym aniżeli pytać o zdanie i czekać na akceptację, bo nigdy nie ma końca odwodzenia mnie od wyjazdów w Góry. Pytanie nie miałoby sensu, bo odpowiedź brzmiałaby: „Prosimy! Nie jedź”. Staram się unikać pożegnań bo to boli i jest ciężko. Jednak gdy juz wyjedziesz – czujesz, że żyjesz. Kto raz spróbował – prędko nie przestanie.

Zginął na własne życzenie

Nie!…Zginął, bo marzył, zginął realizując marzenia, których spełnienia sobie życzył zdmuchując świeczki na każdym kolejnym torcie urodzinowym.

-Nie planuje śmierci i sobie jej nie życzę w tak młodym wieku, ale jestem w pełni świadom zagrożeń czyhających na wyprawie , a tym bardziej w górach. Pewne jest, że umrzemy wszyscy. Pytanie czy umierając będziemy żałować tego co zrobiliśmy czy tego czego nie spróbowaliśmy? Moim zdaniem tego drugiego, dlatego staram się czerpać z życia na tyle na ile pozwala. Usposobienie mam takie, ze nie usiedzę w miejscu i cały czas musze coś robić. Siedząc w mieście, żyjąc jak normalny obywatel umarłbym ze „zgryzoty” (tęsknoty za Górami).

rodzina go nie kochała i od niej ucieka

Życze każdemu takiej rodziny i znajomych jak moi: wspaniali rodzice, trzech pomocnych braci, kochająca dziewczyna, cudowna babcia. :) .

Kłamstwem byłoby powiedzieć, ze miałem źle w domu – wręcz przeciwnie – miałem chyba, aż za dobrze.

czemu rodzina nie odciągnęła go od pomysłu

Rodzina tak bardzo odwodziła mnie od wyjazdu, że wielokrotnie musiałem się wykazać dwa razy większym samozaparciem, by udowodnić jak bardzo mi zależy na tym co robię. Zawsze miałem w rodzinie wsparcie, nawet wtedy gdy nie było poparcia dla moich pomysłów. Ale takie ciągłe „odciąganie” miało odwrotny skutek – motywowało do realizacji postanowień! W końcu trzecia zasada termodynamiki to nie przelewki:)

niespełna rozumu„,

zdarza mi się kąpać z morsami przy minus dwudziestu stopniach Celsjusza, grać w siatkówkę zaraz po zdjęciu gipsu z nogi, pracować od rana do wieczora, nie pić i nie jeść cały dzień. Nie brać leków w czasie choroby, licząc na to, że organizm sam się obroni. Jeśli to dowód na brak piątej klepki to może tak jest…

nie szanował życia

Bogu dziękuję, że urodziłem się zdrowy i że jestem jaki jestem. Szanuje życie i staram się czerpać z niego tyle na ile pozwalają zasoby i sytuacja. A może gdybym nie robił tego co robię, mógłbym powiedzieć, że nie wykorzystałem danych mi możliwości?. To też jest brak szacunku.

nie miał doświadczenia

Nigdy nie będę na tyle doświadczony, by powiedzieć, ze jestem doświadczony w pełni. Do tej pory próbowałem, z mniejszym czy większym efektem zdobyć kilkanaście gór. Na 8000+ jeszcze nie byłem, ale będę chciał spróbować, gdy na koncie będzie juz przynajmniej Pik Pobiedy. Brak pełnego doświadczenia staram się „nadrobić” profesjonalnym sprzętem, który może nie tyle uratować życie, ile zminimalizować ryzyko.

ma to na co zasłużył

Nie żałowałem ani jednej minuty spędzonej na wyprawie i nie wiem co musiałoby się zdarzyć, abym śmierć potraktował jako nauczkę. Jeżeli zginę lub już zginąłem to przepraszam, ale nikt nie przewidzi, kiedy przyjdzie na niego kolej, więc nigdy nie wiesz czy ten wyjazd będzie wyjazdem ostatnim. Zatem, jak można mówić, że ktoś na śmierć zasłużył !!!

Sam tego chciał

Nie chciałem. Nie życzę sobie, ani nikomu innemu śmierci w moim wieku. Mam tylko nadzieję, że moja rodzina rozumie, że to był mój wybór i starała się robić wszystko bym zrezygnował z wyjazdu. Od szantażu po przekupstwo:)

Boję się tylko jednego – że właśnie rodzina będzie się czuła winna mojej śmierci, dlatego, że nie udało się mnie powstrzymać. Byłaby to moja największa życiowa porażka, przez co nie zaznałbym spokoju w przyszłym życiu. Taka sytuacja spowodowałaby, że juz jako  duch będę nachodził moją rodzinę, by przestała tak myśleć.
czego się tam pchał
­Kocham Góry, bo dają mi to czego nie doświadczam nigdzie indziej. Spotykam ludzi, którzy nadają na tych samych falach. Poznaje kraje z takiej strony, jakiej nie pozna się na żadnej zorganizowanej wycieczce. Albo jest po prostu tak, jak mówiła Wanda Rutkiewicz, że w Górach nasz organizm wytwarza hormon, którego nie zna medycyna, a który uzależnia i którego ja najwidoczniej potrzebuję. Himalaistka nazwała go „góraliną”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>